03.02.2016

Rozdział dziewiąty



Luizjana, NOWY ORLEAN
wtorek, 18 czerwca 2013 r.
godz. 16 : 02 (czas lokalny)
„Teraźniejszość”



Przepych ludności i duchota wyczuwalna w powietrzu, panowała w starbucksie od godziny po południowej. Na dworze panował okropny huragan, a deszcz moczył do ostatniej suchej nitki. Nie wiele było trzeba by zorientować się, że nad Nowym Orleanem wiszą złowrogie chmury, które oznaczały jedno.
Zemsta na Mikaelsonach się zaczęła.
Stojąc pod pomnikiem w parku centralnym, Klaus skryty pod czarną kurtką nie czekał długo na przyjście kobiety, która tak zawróciła mu w głowie.
Jak to miewała w zwyczaju, nawet w pochmurne dni była ubrana nienagannie w białą sukienkę i czarne pończochy, zarzucając na ramiona jeansową kurteczkę i odziewając stopy w białe pantofle. Jasne włosy unosiły się na ramionach z każdym ruchem jej kruchej postury. Anielska twarzyczka była przysłonięta dość sporymi okularami przeciwsłonecznymi, które leżały na jej drobniutkim, lekko zadartym nosie. Usta ułożone w grymas momentalnie poszerzyły się w uśmiechu, gdy zobaczyła swojego dawnego adoratora.
— Klaus! Jak dobrze Cię widzieć, nawet nie wiesz jak tęskniłam od czterech dni! — zawołała, a jej wrogie spojrzenie złagodniało. Podeszła do niego na tyle blisko by zobaczyć błękit jego oczu oraz dwu dniowy zarost okalający jego ponętne usta. — Nie przywitasz się ze mną? Auć — przyłożyła wypielęgnowaną dłoń do piersi, gdzie jego wzrok momentalnie powędrował. Przygryzł wargę, gdy przesunęła dłonią wzdłuż jego brzucha, ciągnąc za pasek spodni, przybliżyła go do siebie i wsunęła drugą dłoń wprost do jego napiętych bokserek. Błysk czystego, pożerającego pożądania błysnął mu w oczach, a jego usta momentalnie zderzyły się z jej.
Dwoje mogą grać w tę grę, mruknął cicho umysł hybrydy nim kompletnie zapomniał o Bożym świecie. Liczyła się teraz tylko rozochocona wampirzyca, w jego ramionach, trzymająca w dłoni jego erekcję. Nie park, nie burza i nie zemsta. Tylko ona.


Luizjana, NOWY ORLEAN
wtorek, 18 czerwca 2013 r.
godz. 18 : 33 (czas lokalny)
„Teraźniejszość”



Stara część miasta budziła się na nowo, a wraz z nim jego nocny mieszkańcy gotowi na ogromną kolację. Bar u Violett wydawał się świetnym wyborem dla Williams'ówny, gdyż nikt o zdrowych zmysłach by jej nie szukał. Stojąca za ladą blondynka wycierała szklanki, pisząc jakiś list.
— Whisky — powiedziała wiedźma obserwując cały klub nocny. Głośna rock'owa muzyka, spocone, wijące się ciała i kolorowe światła przyprawiały ją o migrenę. Nie należała do fanek nowoczesnych czasów, wolała kameralny bal w gronie aroganckich szlachciców w szesnastym wieku. 
— Proszę — szklanka wypełniona złocistym trunkiem zabrzęczała, gdy kostki lodu wypadły rozchlapując alkohol. Chłodna ciecz wylądowała na białej flanelowej koszuli Corinne, która z mordem w oczach zerwała się z krzesła. Czerwona koronka błysnęła przez materiał.
— Idiotka! — otarła mokry obojczyk grzbietem dłoni i syknęła wściekła: — Nie nauczyli Cię, że nie wolno tak traktować ludzi?! — nachyliła się, gdy wyczuła okropną woń ziół. Na pewno nie było to wilcze ziele, gdyż cuchnęło ono lawendą, natomiast verbena palonym sianem. — Myślisz, że każdy o zdrowych zmysłach wampir by wypił to dziadostwo?
— Ja, prze...pra...szam... — jąkała się barmanka, zbierając szczątki szklanki, która zbiła się w chwili, gdy barmanka za mocno ją postawiła. Drżącymi rękoma wycierała rozlany alkohol. — To... on mnie... do... tego na... mó... wił. On mi... kazał!
— Kto ci, do cholery, kazał to zrobić?! Nie jestem żadnym pieprzonym wampirem! — wybuchnęła, a brązowe włosy błysnęły burgundem. Gdy już zamierzała zamachnąć się w stronę sprawczyni zdarzenia, silne ramiona objęły ją ciasno. Czarne plamki mignęły jej przed oczami.
— Uspokój się, wariatko! — syknął głos za jej plecami, gdy wbiła ostro zakończone, różowe paznokcie w dłonie mężczyzny. Zamarła czując zapach wody kolońskiej, używanej przez tylko jedną osobę, którą znała i nie chciała spotkać.
Dawna miłość z szesnastego wieku.
Kol. Kol Mikaelson.

Luizjana, NOWY ORLEAN
wtorek, 18 czerwca 2013 r.
godz. 19 : 56 (czas lokalny)
„Teraźniejszość”

scena zawierająca wątki erotyczne

Easy, love — szepnęła pochylając głowę nad jego rozporkiem. 
Skórzany pas podtrzymujący spodnie na jego biodrach, zniknął w czeluściach pokoju, lądując niedaleko resztek ubrań, które pozostały. Sprawnie rozpięła zamek błyskawiczny w spodniach i wsunęła dłonie po bokach, ciągnąc je w dół. Pozbywając się kolejnych przeszkód na drodze, w formie ubrań, w końcu spojrzała przeciągle na pulsującą erekcję stojącą na baczność. Przesunęła opuszkami palców po całej długości, zatrzymując się na czubku, pocierając go kciukiem. 
— Jesteś taki duży, Klaus — wymruczała, wsuwając całego penisa do ust. Dłonie od nasady sunęły ku górze i z powrotem. Dotykając go można było porównać do chłodnej stali owleczonej delikatną satyną. Powolne ruchy głowy i nieśpieszne smagnięcia językiem powodowały, że w gardle pierwotnego tworzył się warkot.
Wplątał palce w bujne loki kobiety, przyśpieszając jej ruchy. Odrzucił głowę do tyłu sapiąc i unosząc biodra. Czuł jak wbijał się w jej gardło, dotykając ścianki przełyku. Zamruczał, gdy palcami przejeżdżała po wypukłościach, ugniatając je.
— Caroline — zawył przyśpieszając jej ruchy. Wystarczył tylko jej dotyk by mógł wybuchnąć i rozpaść się na kawałeczki. Nie chciał przyznać się do tego, że za każdym razem jak sypiał z kobietami, wyobrażał sobie ją - pojękującą i spragnioną jego dotyku. Nie marzył o niczym więcej, jak tylko znaleźć się w jej słodkim ciele.
— Klaus! — pisnęła głośno, gdy podciągnął ją do góry, aby leżała na nim. Odwrócił ich wampirzą szybkością i unieruchomił jej dłonie nad głową. 
Uwielbiał patrzyć na jej namiętne oczy, rozgrzane ciało i krótki oddech. Przyjemność sprawiała mu ta wiedza, że to on jest winien jej stanu. Jego usta z przyjemnością składały śliskie pocałunki na jej szyi, schodząc co raz niżej. Od czułego miejsca tuż pod uchem, schodził po ramieniu, do piersi. Przesunął kciukiem wolnej dłoni po stojącym sutku, drażniąc go. 
— Och! — wiła się na łóżku, pragnąc jego dotyku by zaspokoić żądze.
Pocierał go jeszcze przez chwilę, sprawiając jej przyjemny ból. Czując jak jej kolano ociera się o jego podbrzusze, chuchnął zimnym powietrzem na unoszącą się pierś. Wsunął różową brodawkę pomiędzy wargi i ssał ostro, pod gryzując na zmianę, wprawiając kobietę w spazmy rozkoszy. Chwycił nogę Caroline, tę, którą ocierała się o niego i zarzucił sobie na biodro. Puścił wolno jej ręce, które wokół nadgarstków miały czerwone paski - ślady po palcach i wsunął pod jej pośladki, ściskając je mocno.
— Caroline, nawet nie wiesz jak długo na to czekałem — szepnął z ustami przy jej brodzie, liżąc skórę przy kącikach ust. — Ty i ja, uprawiający seks jakbyśmy byli ostatnimi ludźmi na ziemi. Jakby to od nas zależał los całego gatunku, sweetheart.
Objęła jego kark dłońmi, wpiła się mocno w rozwarte usta i pchnęła jego biodra swoimi. Czuła nieznośne pulsowanie pomiędzy swoimi nogami, a niemal zwierzęce pragnienie potrzebowało ujścia.
— Weź mnie, Klaus — zajęczała, pocierając jego nieogolony policzek. Tak bardzo go pragnęła! 
Podniósł jej ciało do góry i zmienił ich pozycję w wampirzej szybkości, która dodawała więcej namiętności. Usadowił jej drobne ciało na swoich udach i przesunął palcami po parzącej skórze pleców, przesyłając jej kolejną falę dreszczy.
Wzięła w dłoń jego erekcję i przesunęła ją po swoim najczulszym punkcie. Pchnęła biodra i odrzuciła głowę, czując jak zanurzył się w niej cały. Poruszał biodrami, a ona pojękując podskakiwała, zdana na jego łaskę.
Pchnięcia stawały się brutalniejsze, a ciała przechodziły kolejne fale. Żar bijący od nich bazował w powietrzu wraz z zapachem seksu.
Klaus chwycił w mocny uścisk kark wampirzycy, wcisnął twarz w bark i uderzał w nią niemal boleśnie, wsłuchując się w głośne okrzyki. Jeszcze chwila... jeszcze trochę... i... już!
—  Klaus!
— Caroline!
Opadli ze zmęczenia, gdy ich pierwszy orgazm w życiu ubezwłasnowolnił ich ciała. Kto by pomyślał, że: najbardziej zakazane jest najbardziej pożądane.


Luizjana, NOWY ORLEAN
wtorek, 18 czerwca 2013 r.
godz. 20 : 00 (czas lokalny)
„Teraźniejszość”



— Obiekt numer osiemset jeden, budzi się — powiedziała kobieta zapisując notatki na karcie pacjentki. Biały kitel ciągnął się po ziemi szurając. Mimo dziesięciocentymetrowych obcasów wciąż  była niska, zaledwie sięgała ramienia doktora, który chwilę temu wszedł do pokoju z wielką strzykawką w dłoni.
— Co się dzieje?! — zawyła pierwotna, otrząsając się z resztek snu. Dłonie wciąż miały unieruchomione, tak samo i nogi. Miała sine, odrętwiałe ciało. Czuła w  środku jakby jej czegoś brakowało, jakby ktoś to odebrał siłą. Wyrwał to z niej.
— To twój szczęśliwy dzień, Rebekah'o Mikaelson — mruknął pogardliwie doktor, ciągnąc ją za resztki włosów. Pogłaskał jej szyję grzbietem dłoni i przysunął do niej swoje usta. — Jesteś wolna — wcisnął zawartość strzykawki do jej karku.
Krzyk bólu rozdarł ciszę, piana wylatywała z ust kobiety, gdy jej ciało dostało drgawek. Gołe placki na głowie wypełniły się nowymi pasmami, a pomarszczona skóra naciągnęła się na mięśniach. Opadła zmęczona na podłogę, gdy odpięli wszystkie zabezpieczenia trzymające ją w pionie.
— Wyprowadźcie ją na zewnątrz — przez drzwi weszło dwójka ochroniarzy, którzy wyciągnęli sapiącą pannę Mikaelson. Uśmiechnięty doktor spojrzał na kobietę u swojego boku. — Wczepiłaś jej GPS?
— Za kogo ty mnie masz, Harold? — prychnęła. — Oczywiście, że tak. Co teraz?
— Czekamy aż mysz wpadnie w pułapkę.
— Nigdy nie byłeś poetą, a te porównanie było koszmarne.
— Nie ważne — wywrócił oczami i sapnął. — Czekamy aż zaprowadzi nas do rodziny Mikaelson, a wtedy... — zaśmiał się jak szaleniec. — pozbędziemy się wszystkich wampirów na świecie.



Luizjana, NOWY ORLEAN
wtorek, 18 czerwca 2013 r.
godz. 20 : 41 (czas lokalny)
„Teraźniejszość”




— Och, Klaus... — zamruczała głaszcząc dłonią jego nagi tors. Składała słodkie pocałunki wzdłuż linii żuchwy, a jego dłonie wbijały się w jej biodra. Leżeli nago na wielkim łóżku w wynajętym przez wampirzycę mieszkaniu. 
— Caroline, myślałem, że mnie nienawidzisz — powiedział cicho patrząc w jej oczy. Przeniósł ciężar ciała kobiety na swój, kładąc ją pomiędzy swoje nogi, głaszcząc odkryte ramiona. — Zabiłem Tyler'a, a ty wyłączyłaś człowieczeństwo. Tak bardzo się bałem, że straciłem Cię...
— Klaus, Klaus, Klaus... — chwyciła jego twarz w dłonie i wycisnęła na jego ustach namiętnych pocałunek. Objęła dłońmi kark mężczyzny i zagryzła wargi. — Bo Cię nienawidzę — w wampirzym tempie skręciła mu kark, a jego ciało zamarło. 
Chwyciła prześcieradło z podłogi i podarła je na mniejsze kawałki, obwiązując po kilka razy każdą kończynę hybrydy. Wstała szybko przeciągając się, w słuchając się kakofonię przestawianych kości. Westchnęła przeciągle. Ubrała na siebie sukienkę, bo po bieliźnie nic nie pozostało i pokręciła głową z niedowierzania.
— Jak to możliwe, że tak okropni ludzie są tak okropnie seksowni — ruszyła w stronę drzwi, kręcąc na prawym palcu wskazującym kluczyk od pokoju. Spojrzała ostatni raz na mężczyznę i uśmiechnęła się smutno. — Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej...



Dum, dam, dum, dam... Hello, people! Tak, zawsze coś i te rozdziały pojawiają się w dużej przerwie, niestety nic na to nie poradzę. Przyzwyczajcie się do tego, że nie dodaje na wybrany termin XD Miała być jeszcze scena z Hayley, Katherine i Elijah'ą, ale odpuściłam, bo wątek mi tutaj nie pasował. OSTATNI, powtarzam, OSTATNI raz piszę taką scenę +18. No po prostu odpadłam! Nie umiem ich pisać, ale napisałam bo to ważny PRZEŁOM w opowiadaniu. No mam nadzieję, że przypadnie wam to do gustu. No, ale kij z tym. Rozdział krótki co prawda, ale i tak lepsze to niż nic! Zapraszam do czytania i komentowania, bo ostatnim czasem zauważyłam, że nikt już tego nie czyta. Trudno D":



4 komentarze:

  1. No, no Kochana :* Pozytywnie mnie zaskoczyłaś tym rozdziałem ^^
    Coś czułam, że Caroline tak szybko nie wrócą emocje, ale podoba mi się ta wersja Caroline ^^ Jestem ciekawa co zrobi Klaus jak się obudzi :D Mam przeczucie, że pojawi się REALLY BAD KLAUS ! :*
    Życzę weny,kochanie ! <3 :*

    Dajana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki był plan, Dajana :D Cieszę się, że mi się udało! ((x
      Wiem, że czasem przesadzam z „tą” Caroline, bo jest raczej wredniejszą formą Katherine, albo nawet i tą samą... ale co to by była za akcja, gdzie wiecznie posyłali sobie czułe spojrzenia, słodkie słówka czy rozkoszne buziaki? Przecież byłoby za słodko! Dlatego jeszcze przez pewien czas będzie gorąco XD
      Co do Klausa, sama jeszcze nie wiem, ale chyba też przeczuwa, że nie będzie zachwycony tymi grami... Caroline powinna się bać :D
      Awww ♥ Na pewno się przyda wena, bo mam jej naprawdę mało. Dziękuje, kochana :*

      xoxo, weenie
      albo jak chcesz to i elose,
      albo i kaysley bądź soul XD

      Usuń
  2. Hej! Z góry przepraszam za spam! Milion lat temu czytałaś moje opowiadanie ff o pamiętnikach wampirów (darkest-dream). Pamiętam, że nawet komentowałaś mój ostatni rozdział. Po półtorarocznej przerwie wracam z nowym opowiadaniem. Może miałabyś ochotę wejść i przeczytać początek? Mimo, że jest o całkiem odmiennej tematyce, to może jednak przypadnie Ci do gustu. :)

    Kath Lewis chce opowiedzieć Ci historię o samotności, biedzie, niełatwych wyborach i trudnej miłości pośród gruzów starej rzeczywistości. Zapraszam do zostawienia swojej opinii w komentarzu.

    Pozdrawiam Xx
    OCZY w OGNIU

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozytywnie zaskoczona naprawdę.
    Uwielbiam wampiry i świat TVD.
    A Klaus zdecydowanie należy do moich ulubionych postaci (prócz Damona) no nie umiem wybrać który lepszy.
    To u Ciebie wręcz jestem zakochana w całości.
    Podoba mi się również długość rozdziału.
    Lubię lekkie i ciepłe opisy.
    Naprawdę wiesz jak pokazać fajne opowiadanie.
    A jeśli masz chęć poznać mój wampirzy świat zapraszam na:
    www.autorska-strefa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń